Na 18 sierpnia został zaplanowana rozprawa, która może zdecydować o losie największego kontraktu kolejowego – mowa o odcinku Rail Baltica Białystok – Ełk. O kontrakt walczy konsorcjum Mirbud i Torpol, które złożyło najtańszą ofertę i w pierwszym rozstrzygnięciu zostało wskazane jako najkorzystniejsze. Spółka oczekując na rozstrzygnięcie sądu potwierdza gotowość do realizacji projektu. Na wyrok w tej sprawie czeka także inwestor – PKP PLK, jak i wykonawcy, którzy po kolejnych decyzjach są na pierwszym miejscu.
– W obecnym momencie postępowania dotyczącego przetargu na modernizację linii kolejowej E 75 (Rail Baltica) odcinek Białystok – Ełk kluczowe znaczenie dla dalszych decyzji będzie mieć rozprawa przed Sądem Okręgowym w Warszawie, zaplanowana na 18 sierpnia br. – stwierdza spółka i potwierdza swoją gotowość do realizacji tego zadania.
Przypomnijmy, konsorcjum Mirbud i Torpol złożyło w tym gigantycznym przetargu ofertę o wartości niespełna 4,5 mld zł. To była najtańsza propozycja i to ona została uznana za najkorzystniejszą. Wskutek postępowania odwoławczego została jednak wykluczona. Podstawą odrzucenia było kara środowiskowa w wysokości 15 tys. zł, która kilka lat wcześniej została nałożona na Mirbud, a nie została ona wskazana w dokumentach składanych wraz z ofertą.
PLK unieważniła wybór oferty i wybrała kolejnego wykonawcę – Budimex i Porr za niecałe 5 mld zł. Także i ta oferta została odrzucona po odwołaniu do KIO. Po niej wybrana została propozycja złożona przez Track Tec Construction, Intop, Intop Warszawa, Unibep i
Pomorskie Przedsiębiorstwo Mechaniczno-Torowe. Ten wybór również był zaskarżany do KIO, ale obronił się. Obecnie trwa kontrola uprzednia Prezesa UZP, która formalnie otworzyłaby drogę do podpisania umowy.
Tymczasem sporo zmienić może jeszcze decyzja sądu. 18 sierpnia ma się odbyć odłożona już raz rozprawa. Mirbud liczy na korzystne dla siebie rozstrzygniecie i podtrzymuje gotowość do podjęcia się pracy. Przypomina przy tym okoliczności dotyczące kary, która była podstawą odrzucenia oferty.
– Warto przypomnieć, że w kwietniu br. Naczelny Sąd Administracyjny uchylił wcześniejsze rozstrzygnięcia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego i wskazał na konieczność ponownego zbadania kluczowych okoliczności sprawy, w tym tego, czy Mirbud był podmiotem, który naruszył warunki decyzji środowiskowej oraz czy był jej adresatem. Oznacza to, że kwestia, która stanowiła podstawę wykluczenia oferty Mirbud/Torpol, pozostaje nadal przedmiotem postępowania sądowego i nie została ostatecznie rozstrzygnięta – wskazuje wykonawca.
Odwołuje się także do kwestii finansowych wskazując, że pomiędzy najtańszą ofertą Mirbud/Torpol a aktualnie wybraną w przetargu propozycją różnica w cenie to ok. 650 mln zł. – W przypadku jednej z największych inwestycji infrastrukturalnych w kraju oznacza to więc ryzyko poniesienia istotnie wyższych wydatków ze środków publicznych – podkreśla wykonawca.
Zwraca też uwagę na zasadę proporcjonalności: - Kara środowiskowa, co do której są wątpliwości czy Mirbud powinien być jej adresatem, wyniosła 15 tys. złotych. W zestawieniu jej z wartością całego kontraktu oraz ryzykiem wzrostu jego kosztów brak zastosowania zasady proporcjonalności wydaje się być niezrozumiały – wskazuje. – Mirbud pozostaje przekonany o zasadności swoich argumentów. Spółka potwierdza gotowość do realizacji projektu i oczekuje na rozstrzygnięcie sądu – dodaje wykonawca.
Jeśli zapadłby wyrok korzystny dla Mirbudu, to konsorcjum z udziałem tej firmy wróciłoby jako zwycięzca przetargu. Jeśli wyrok byłby nie po myśli wykonawcy, to warto odnotować, że w sądzie czeka także sprawa ze skargi kolejnego wykonawcy – Budimex i Porr. W tym przypadku rozprawa ma się odbyć na początku września. Cały czas aktualny jest także scenariusz, w którym PLK podpisze umowę z trzecim wybranym wykonawcą – konsorcjum na czele z Trac Tec Construction. Inwestor jest dodatkowo w tym przypadku pod presją czasu, gdyż zwłoka w realizacji inwestycji może grozić utratą środków unijnych.
Sytuacja jest bardzo skomplikowana, co potwierdził niedawno
w rozmowie z Rynkiem Kolejowym członek zarządu PKP PLK Marcin Mochocki. – Mimo że PLK dochowała już wszelkiej należytej staranności w przeprowadzeniu oceny ofert, i ewentualna zmiana wyborów PLK może zapadać wyłącznie na poziomie takim, że sąd uzna, że Krajowa Izba Odwoławcza zrobiła coś, czego nie powinna zrobić, to konsekwencje finansowe spadają na PLK, a nie na orzeczenie organów administracji, które po drodze podjęły decyzje dotyczące danych uczestników postępowania – powiedział. Jak zauważył, choć inwestor nie ma wpływu na wyroki KIO, to jednak może być obciążony konsekwencjami tego, że sąd może wyrok KIO zmienić.